Jak nowocześnie nadążać za modą

Moda ma to do siebie, że jedyne to co jest w niej pewne to to, że się zmieni. Jej ekspresowe tempo nie daje odetchnąć zaprawionym w śledzeniu trendów dziewczyną. Tak zwane szafiarki wypruwają wręcz sobie flaki żeby nadążyć za niezwykle szybko zmieniającymi się trendami. Drukowanie gazet modowych nie nadąża za zmieniającymi się trendami. Dlatego też główny nurt mówiący co należy ubierać, a czego nie przeniósł się do internetu. Odciążając tym samym drukarnie, zmniejszając zużycie energii i prądu. Druk bowiem takich „modowych szmatławców”, które aby być aktualne i zgodne z obowiązującą modą musiały być wydawane co tydzień był niezwykle kosztowny. Teraz jeśli chcemy sprawdzić co w modzie piszczy wystarczy odwiedzić instagram jednej z najpopularniejszych obecnie ikon modowych. W dwutysięcznym szesnastym obowiązkowo powinniśmy śledzić minimum dziesięć najmodniejszych osób, aby wyprowadzając z ich stylu medianę znaleźć własny modny styl. Pamiętajmy jednak by w tym marketingowym szale nie zatracić rozumu. Strzeżmy się haseł „must have” i sami decydujmy o tym co musimy kupić a co nie. Bycie modnym jest fajne, ale kosztowne. Więc bądźmy modni w bezpieczny dla naszego portfela sposób i kupujmy tylko tyle na ile nas stać.

Co z tym buntem?

Podobno co trzeci polak posiada ówcześnie tatuaż. Jest to niejaki szok dla osób które myślały, że druk na ciele zagwarantuje im niepowtarzalność i oryginalność. Co stoi za taką popularnością ozdabiania swoich ciał tuszem? Z całą pewnością właśnie ta chęć wyróżniania się w tłumie. Potrzeba ta jest tak powszechna, że tatuaż przestał spełniać już jej zachciankę. Teraz druk na ciele już nie wystarczy. Przydałby się jeszcze piercing. A to również nosi już co czwarty polak. Młodzież doznaje pewnego rodzaju dyskomfortu. Już nie wie jak się buntować. Bo tatuaż w żadnym wypadku nie stanowi wyrazu buntu jeśli mają go również nasi rodzice. Kolczyk w nosie nie szokuje już tak jak jeszcze trzydzieści lat temu, gdyż można go nawet spotkać u ekspedientki w sklepie. Więc jak w dzisiejszych czasach wyróżniać się w tłumie? A nie wyglądać przy tym nudno i mdło? Stanowi to nie lada wyzwanie dla dzisiejszych młodych ludzi. Ale jak wiemy kreatywność ludzka jest nieograniczona i wnet na pewno zapanuje jakaś niezwykła moda która wprawi wszystkich w osłupienie. Miejmy nadzieję, że nowa, szokująca moda nie będzie jednak w żaden sposób szkodzić młodym ludziom, niszczyć ich zdrowia i narażać ich życia na niebezpieczeństwo.

Mania wyróżniania

Wrzesień jest jednym z najaktywniejszych miesięcy na rynku mieszkaniowym Wielu studentów jak i młodych par szuka własnego lokum. Agenci nieruchomości nie mają ani chwili spokoju. Ich telefony ciągle dzwonią, a ich kalendarze pełne są zapisków na temat umówionych spotkań. To szaleństwo mieszkaniowe jest zrozumiałe. Gdyż dobrych ofert est mało, a każdy chce mieszkać przyzwoicie. Jednak współcześni klienci są jeszcze bardziej wymagający. Nie jest już dla nich najistotniejszy standard wynajmowanego mieszkania (jak to miało miejsce jeszcze pięć lat temu), ale miejsce w jakim to mieszkanie bę∂zie się znajdować. Niezwykłą popularnością cieszą się hale magazynowe, drukarnie oraz stare fabryki przerobione na lokale mieszkalne. Modą nowojorskiego bronksu młodzi ludzie prześcigają się jeśli chodzi o mieszkania np w starych łódzkich fabrykach tkanin. Stara drukarnia która ożyła drugim życiem na pewno ma swój własny niepowtarzalny urok, którego nie doświadczymy mieszkając w nowiutkim nieklimatycznym apartamentowcu. Dlaczego oryginalność jest taka ważna? Dlatego, że to dobrze jest wyróżniać się w tłumie i czuć że znajomi mam zazdroszczą lokalu niepowtarzalnego i posiadającego swój własny, wyjątkowy czar

Święte szaleństwo

Rosja to piękny i niezbadany kraj. Wzbudza w nas ambiwalentne uczucia. Zarazem zadziwia pięknem swoich krajobrazów jak i wprowadza w stan niepewności swoją naturalną dzikością. Jej pejzaże jak i historia są niezwykle ciekawe jak i przerażające. Najciekawszym rosyjskim fenomenem jest zdecydowanie postać jurodiwego. Kto to taki? Szczególny typ ascety zamieszkujący, czy tez przemierzający rosyjskie kresy. Chrystusowy szaleniec jest zjawiskiem dość stałym i nieprzerwanie trwającym w kulturze rosyjskiej przez parę wieków. Informacji o jurodiwych dostarczają nam wczesnośredniowieczne kroniki jak i nowożytny druk. Jurodiwy był postacią szczególną, szaloną. Swoim sposobem życia nawoływał do całkowitego oddania się wierze. Wyparcia się ludzkiego umysłu i oddania swojego życia Bogu. Spał on z psami, szokował współobywateli i przez to również nauczał. Uczył pokory względem woli boskiej. Prawił dosadne kazania w swój oryginalny sposób. Druk pochodzący z przełomu siedemnastego wieku opisuje niezwykle pokrętny i niezrozumiały sposób postępowania jurodiwych. Udawali oni bowiem osoby chore psychicznie. Naśladowali je tak dokładnie, że nieraz zamykano ich w instytucjach w których przetrzymywano osoby opętane.

Ulotkowy śmietnik

Biznes ulotkowy rozkwita w pełni. Niejedna młoda osoba roznosiła ulotki w ramach pracy sezonowej. Niejedna studentka czy też student podejmie się tej pracy zaocznie. Za niewielkie wynagrodzenie, gdyż średnia wypłata za godzinę pracy, jak to ujmują fachowo w ogłoszeniach pracodawcy, kolportera materiałów reklamowych sięga ośmiu złotych za godzinę. Jest to jednak praca jak większość z nas pewnie wie dość łatwa i nie wymagająca szczególnych uprawnień. Ale kto z nas, z nieświadomych kolporterów czy też odbiorców tej najbardziej denerwującej formy reklamy zdaje sobie sprawę z kosztu druku ulotek. Drukowanie materiałów reklamowych pochłania niewyobrażalne hektolitry farby drukarskiej oraz życie niezliczonej rzeszy drzew. Drukarnia przyjmująca zamówienie na jedną taką partię dla reklamodawcy zużywa energię równą pracy około stu bardzo wydajnych procesorów komputerowych. A co dzieje się z tak spożytkowaną energią? Ląduje ona w koszu na ulicy Floriańskiej w Krakowie. Ulotki odbiorca materiału reklamowego nie zaszczyci nawet przelotnym spojrzeniem. Pragnąc jedynie się jej pozbyć. Więc czy taka droga reklamy ma w ogóle sens? Czy warto marnować energię oraz drzewa na tak wątpliwy marketing? Z całą pewnością- nie warto!

Wymagający czytelnicy

Wielu z nas czytuje książki, albo chociaż do nich zagląda. Miejmy nadziej, że chociaż ocenia po okładce, lub też miało w ręce chodź raz w swoim życiu podręcznik. Każda osoba obcująca z książkami różnorakiego typu dobrze wie jak bardzo są one od siebie różne. Ile wypadkowych składa się na jej ostateczny odbiór. To czy drukarnia użyła papieru kredowego, to czy druk jest wyrazisty, czy okładka jest twarda czy miękka. Niestety jeszcze do nie dawna wydawnictwa nie zdawały sobie sprawy, lub też niewiele wiedziały o preferencjach estetycznych czytelników. Bowiem w dwudziestym pierwszym wieku, książka nie tylko powinna mieć bogatą treść, ale również i przepiękną okładkę, a co najważniejsze odpowiednią czcionkę. Drukowanie książek jest sprawą bardzo odpowiedzialną. Gdyż to od wydawnictw zależy czy miliony ówczesnych czytelników na starość będzie mieć popsuty wzrok Dlatego tak ważne jest aby każda drukarnia znała swojego odbiorcę i potrafiła wyprodukować książkę spełniającą potrzeby konsumenta. Osoba kupująca dziś książki oczekuje, że tekst wydrukowany będzie na dobrej jakości papieże, opatrzony wyraźnymi przypisami, a co najważniejsze książka taka będzie ekologiczna. Ciekawe czy gdzieś w Polsce znajdą się wydawcy którzy spełniają takie kryteria.

Studenckie życie

Za parę dni rozpoczyna się wrzesień. Miesiąc nauki. Przygotowania do roku szkolnego idą już pełną parą. W sklepach reklamowane są najlepsze wyprawki szkolne, rodziców reklamy zmuszają do zakupów coraz to nowocześniejszych i droższych pomocy dydaktycznych. Sieci sklepów odzieżowych dla dzieci reklamują już swoje jesienno szkolne kolekcje. Są jednak osoby które temu zakupowemu szaleństwu przyglądają się w skupieniu oraz niebywałym oszołomieniu. Są to studenci. Ich zdziwienie i niedowierzanie wynika nie tylko z tego, ze ich rok akademiki zaczyna się dopiero za miesiąc. Wychodzą z podziwu ile to pieniędzy można wydać na rzeczy do szkoły. Sami zachodząc w głowę jak dopną swój własny niewielki budżet i czy starczy im na drukowanie notatek. Gdyż życie studenta z roku na rok robi się coraz trudniejsze i drożę, a o pracę nie jest łatwo. Oferty skierowane są najczęściej do studentów zaocznych. A dla dziennych pozostaje roznoszenie ulotek. Druk reklamowy jednak nie dostarcza wystarczającego kapitału aby utrzymać się w obcym i nieprzyjaznym mieście. A nikomu nie zależy aby studentom pomagać, bo przecież mamy już tylu niepotrzebnych magistrów. Niech młodzi ludzie pracują na pełen etat po nocach, przecież są młodzi i silni. Dadzą radę!

Kolejne irracjonalne wydatki

Rok szkolny już za pasem. Wieczory zaczynają być coraz dłuższe i chłodniejsze. Bociany już zaczęły swoje wędrówki do ciepłych krajów. Jak na złość dosadnie przypominając młodzieży o nieubłaganie zbliżającej się mrocznej wizji rzeszy godzin spędzonych nad książkami. Jednakże miejscowa drukarnia zapewne już zaciera ręce w oczekiwaniu na zysk. Gdyż zbliżający się rok ma być ostatnim w którym obowiązywać będzie stara podstawa programowa. We wrześniu dwa tysiące siedemnastego młodzi ludzie oraz dzieci nie pójdą, tak jak teraz, do gimnazjów, liceów i podstawówek. Zaczną swój rok szkolny w całkiem innych placówkach. Likwidacja gimnazjów to nie tylko szok dla młodzieży, ale i ogromny zysk dla każdych drukarni. Nowa podstawa bowiem wymusi drukowanie nowych podręczników. Oraz uniemożliwi skupowanie już wcześniej używanych i tańszych książek edukacyjnych z drugiego obiegu. Czy warto pogościć tak duże finansowe konsekwencje zmiany programu nauczania? Nie wiadomo, ale polscy politycy to uwielbiają. Bo która to już reforma edukacyjna w minionym dwudziestopięcioleci leciu? Trzecia? A czy nie lepiej było by przeprowadzić reformę w taki sposób, żeby nie wymagała ona całkowitego wydania wszystkich rodzinnych oszczędności?

Nagły wzrost popularności książki

Coraz więcej rodaków zaczyna sięgać po książkę. Rok bieżący jest dużo bardziej pochlebny w statystykach dla polskiego czytelnictwa niż dwutysięczny piętnasty. Podobno nasze zainteresowanie książkami wzrasta. W szczególności historycznymi i podróżniczymi. Czy Polacy zaczęli interesować się światem? Czy może po prostu zrobiło się im wstyd, że nie czytają książek. Jest to nieistotne. Liczy się efekt. Im więcej osób czyta książki tym więcej osób myśli. Drukowanie przez drukarnie jedynie kuponów do sieciowych restauracji oraz ulotek reklamujących było wręcz uwłaczające. A przerażać może fakt, że większość drukarni tym się przez ostatnie lata zajmowała. Druk książek nie jest jednak nadal tak popularny jak jeszcze dwadzieścia lat temu. Powodem tego jest wybór przez współczesnych czytelników książek na nośnikach elektrycznych. Co przemawia za tak dużą popularnością e-booków? Z całą pewnością wygoda, poręczność oraz niższa cena. Młodzi ludzie również kibicują ekologi, a świadomość, że pogłębianie ich wiedzy nie będzie opłacone kosztem życia wiekowego drzewa, na pewno skłania ich do kupna elektronicznej wersji książki. Czy czytamy wersje papierową, czy elektryczną- to nie ma znaczenia. Ważne byśmy czytali.

Czy dopadnie nas kryzys?

Czy w zbliżających latach powinniśmy się obawiać kolejnego kryzysu ekonomicznego? Nic bowiem nie wskazuje na to, by polska gospodarka miała zamiar zaliczyć kolejny złoty rozwojowy skok. Saldo zadłużenia ciągle rośnie, do tego doszło w ostatnim czasie zadłużenie u innych krajów europy. Czy powinniśmy się obawiać kolejnej hiperinflacji. Dodruk pieniędzy straszy nas niczym widmo ubiegłej epoki. Wielu ludzi zna hiperinflację jedynie z opowieści dziadków czy też rodziców. Drukowanie pieniędzy nie brzmi jak jakaś straszna tragedia. Jedna w dużych ilościach nią jest. Gdyż świadczy o braku finansów i kryzysie państwa. Jeśli narodowa drukarnia wnet uruchomi procedury dodrukowywania pieniędzy musimy być świadomi, że nie wróży do nic dobrego. A z całą pewnością nie oznacza, że państwo się bogaci. Bowiem większa ilość banknotów wcale nie oznacza większej ilości pieniędzy. Powinniśmy więc uzbroić się w cierpliwość. W szczególności jeśli chodzi o duże inwestycje. Nie powinniśmy jednak zacząć panicznego oszczędzania, gdyż brak jakichkolwiek wydatków oznaczał by jedynie pogłębienie się kryzysu. Oszczędności obywateli budują stabilizację finansową państwa jedynie w momencie gdy nie jest ono zagrożone kryzysem.

Okrutny edukacyjny biznes

W radiu coraz częściej słychać szkolny dzwonek. A to za sprawą reklam nakłaniających nas do zakupy naszym pociechom najlepszej z możliwych, doskonałej, wartej pozazdroszczenia wyprawki szkolnej. Niektórzy reklamodawcy poszli o krok dalej. Wzbudzają w nas wręcz poczucie odpowiedzialności, karcą za brak zainteresowania potrzebami naszych pociech. Mówią, że jeśli źle dobierzemy plecak nasze dziecko zachoruje na poważne choroby, źle wyważone pióro sprawi, że nasz syn będzie w zeszycie „bazgrał jak kura pazurem” a nieodpowiedni kalkulator sprawi, że nasza córka skończy jako striptizerka w clubie gogo. Jest to oczywiście hiperbola, ale tak może się dziś czuć losowy słuchacz radia. Są jednak takie branże edukacyjne, które takiego marketingu nie wymagają. Drukowanie nowych podręczników napędza bowiem nowa ustawa programowa. Rodzic chcąc nie chcąc będzie musiał znowu wyposażyć swoje dzieci w całkowicie nowy komplet podręczników. A taki druk to nie lada wydatek. Nowe podręczniki różnią się od starych niewielkimi modyfikacjami. Brakiem lub nadmiarem paru stron. Przeciętny użytkownik nawet nie zauważył by tej różnicy. Jednak czujne oko nauczyciela wyłapie nieaktualny komplet książek i wstawi uwagę. Zmuszając rodziców do kolejnego wydatku.

Czytanie jest fajne

Czy ktokolwiek z nas zastanawiał się kiedykolwiek nad historią obiektów trzymanych przez nas w dłoniach? Każdy na pewno pamięta słynny kanał naukowy, cieszący się ogromną popularnościom, noszący tytuł „Jak to jest zrobione?”. Sam fakt ogromnej popularności tej serii opowiadającej historię obiektów codziennego użytku przed ich oficjalnymi „narodzinami” świadczy, że zafascynowani jesteśmy tym co na co dzień znajduje się w naszych dłoniach. Ale czy ostatnio trzymaliśmy może w dłoni książkę i zastanawialiśmy się jak to ona jest zrobiona? Istnieje na to niewielka szansa gdyż co trzeci polak nie czyta książek, a w dłoni częściej trzyma widelec niż druk. Dlatego też taką tajemnicą owiane jest drukowanie. Czy ktokolwiek kiedyś widział w tym popularnym naukowym programie jak działa drukarnia? Nawet jeśli opowiadał o tym odcinek z pewnością większość z nas zmieniła wtedy kanał. Przecież drukowanie może być równie nudne co książki. Niekoniecznie. Gdyż książki wcale nie są nudne. Dlaczego więc tak mało z nas czyta? Gdyż z literaturą kojarzy sie im jedynie nudna wizja monotonnych sienkiewiczowskich opisów przyrody. A mało kto wie, że pisarz ten używał tak wielu przymiotników, żeby druk jego książki w gazecie miał więcej słów i przysporzył mu większego zarobku.

Którym artystom jest najlepiej?

Każda osoba posiadająca lekkie pióro marzy, że pewnego dnia zostanie artystą. I to nie byle jakim podrzędnym aktorzyną, czy też komercyjnym, tanim piosenkarzem. Osoby złotouste, obdarzone darem pięknego wysławiania się marzą o karierze artysty z prawdziwego marzenia. Nie o byciu jakimś zwyczajnym malarzem czy fotografem. Osobą uzdolnionym literacko marzy się bycie światowej klasy pisarzem. Gdyż dobrze wiedzą, że to finansowo bardzo dobry kawałek chleba. Oraz, że zawód ten jest o wiele łaskawszy dla go wykonujących niż śpiewanie czy malowanie. Łatwiej w pisarstwie o drobne, ale jednak sukcesy. Drukarnia jest o wiele łaskawsza dla artystycznych wypocin bohemy niż wytwórnie płytowe, które wymagają od razu od artysty hitu. Drukowanie książek nie jest rzeczą nagłą więc i sukcesu nie wymaga nagłego. Daje pisarzom czas na rozwój i doszlifowanie swoich umiejętności. Pozwala na spokojne rozplanowanie kariery. Druk książki nawet nieudanej zawsze się opłaca. Bowiem nawet małe zainteresowanie dziełem nie przeszkodzi w przetworzeniu papieru na makulaturę. Płyty z źle brzmiącymi płytami trudniej wykorzystać w równie użyteczny sposób. A nawet jeśli książka którą artysta napisał nie okażę się sukcesem, zawsze może on pisać artykuły dla gazet.

Ciężkie czasy

Wielu z nas stoi dziś przed drzwiami do nowego życia, wielu z naszych rówieśników nawet już te drzwi otworzyło. Ale większość mileniasów nadal jednak stoi na progu. Rzeszę ludzi dopiero co po studiach, ze świetnym wykształceniem i cudownymi perspektywami zarobkowymi nie zaczyna swojego samodzielnego życia. Nie podejmuje nawet pracy. Dlaczego? Wielu z nas zachodzi w głowę. A rodzice tysiąca dzieci zadają sobie to pytanie: Dlaczego ich pociechy nie chcą samodzielnie stawiać kroków? Zamiast tego kurczliwie trzymają się spódnic swoich matek. A raczej ich portfeli. Może tak bardzo przeraża ich wizja samodzielnego życia ponieważ wiedzą, że nie dadzą rady? Że nie są przystosowani na stres i odpowiedzialność. Że druk z banku proszący o uiszczenie opłaty za zaległy kredyt który zaciągnęli, żeby pojechać na festiwal jest już ponad ich siły. Trudno jest współczesnym ludziom przystosować się do codziennego życia, do wydatków, do płacenia rachunków. Dlatego tak zwlekają z opuszczeniem rodzinnego gniazda. Boją się samodzielnego życia gdyż obawiają się porażki. Nie chcą by wyszło na jaw, że nic nie potrafią i że są słabi. Tak bardzo boją się kompromitacji, że nawet nie próbują. I jedyne co dostają od życia to druk o zaległą wpłatę w banku.

Postęp

Kiedy w 1450 roku za sprawą Johannesa Gutenberga wynaleziono druk, niewielu było świadomych jak rewolucyjny jest to wynalazek. Dziś odnoszę wrażenie, że większość ludzi stoi obojętnie obok wszystkim już znanej drukarki 3D. W dzisiejszym świecie nikogo już nie dziwi postęp cywilizacyjny. Można nawet rzec, że innowacyjność weszła do mainstreamu. Gigantyczne wieżowce, nowinki technologiczne, coraz ciekawsze i efektywniejsze środki transportu. Świat przyspiesza w niewyobrażalnym tempie, a my stoimy obok. Wiedza i umiejętność wykorzystania wszystkich dobrodziejstw staje się atutem ludzi wykształconych. Narastają różnice społeczne, niezwiązane już z dochodem, a po prostu z wiekiem i przyswajaniem wiedzy. Im młodszy człowiek tym łatwiej mu nadążyć za światem. Pomimo większej ilości rzeczy do nadrobienia, przyjmuje to jako naturalną kolej rzeczy. Młodych ludzi nie dziwi wieżowiec wydrukowany metodą 3D, a dostęp do internetu jest rzeczą oczywistą. Codziennie gdzieś na świecie powstaje nowe rozwiązanie, które ma za zadanie ułatwienie komuś życia. Za rok ta sama rzecz może być już przestarzała, a za pięć lat już nikt o niej nie będzie pamiętał. Dziś świat książki wypierany jest przez wersję elektroniczną. Kto wie czy za sześć dekad czytanie nie będzie formą niecodziennego widzimisię, a wiedzę będziemy zapisywać komputerowo gdzieś na korze mózgowej.

Potwierdzenie sprzedaży

Podczas każdej płatności kartą kredytową, sprzedawca jest zobowiązany spytać nas czy wyrażamy zainteresowanie wydrukowaniem potwierdzenia transakcji. Większość ludzi uznaje to za uciążliwe i nadmierne zaangażowanie. Dochodzi do absurdów, w których klient wyraża dezaprobatę, że takie pytanie padło i wykrzywiając się podkreśla, że przecież co najwyżej mógłby owe potwierdzenie wykorzystać w publicznej toalecie, bo przecież tam nigdy nie ma papieru. Jego reakcja jest całkiem zabawna, ponieważ mina wyraża niechęć połączoną ze zdziwieniem, jak gdyby ktoś go zapytał o zainteresowanie bycia zarażonym wirusem HIV. Nie jest najczęściej świadomy, że sprzedawca jest zmuszony, pod groźbą grzywny, o taki druk spytać. Drugi typ klienta bez potwierdzenia czuje się jak bez ręki. Niestety ogrom tej pierwszej grupy prowadzi do przykrych sytuacji, kiedy pomimo wyrażenia chęci żeby dany wydruk posiąść, automatycznie i niestety lekkomyślnie sprzedawca naciśnie na terminalu przycisk czerwony. Jak wiemy, w takim przypadku drukowanie nie nastąpi. Na szczęście ludzie, którym zależy na potwierdzeniu transakcji są najczęściej cywilizowani i starają się nie robić problemu i tak już wystraszonemu sprzedawcy. W większości przypadków zarówno paragon jak i potwierdzenie wyląduje w koszu na śmieci.

Pomysł na książkę

Własna książka to zbrodnia, którą popełniło może kilka procent populacji. W dobie internetu możemy śmiało stwierdzić, że to niesłychanie dobrze. Wyobraźmy sobie świat, w którym przeciętny mieszkaniec Polski dzieli się swoimi przemyśleniami nie tylko pod tendencyjnym nagłówkiem internetowego artykułu. Jego komentarz zginie w morzu mu podobnych. Możliwe, że pani Halina nakaże mu się udać do psychiatry, a z kolei pan Roman poklepie po plecach i stwierdzi, że na szczęście są jeszcze normalni ludzie w tym kraju. Nazajutrz nikt już o tym nie będzie pamiętać. Co innego, gdyby nasz pobratymiec zdecydował się na spisanie wszystkiego na jakimś nośniku pamięci. Pół biedy gdyby miał dostęp do komputera. Dokumenty często się gubią, są zapominane, a dysk da się sformatować. Znacznie gorszą wersją jest spisanie przemyśleń na papierze, albo nie daj Boże, wydrukowanie wspomnianych wcześniej plików. Taki druk może być przez kogoś przeczytany, a w najczarniejszym scenariuszu rozpowszechniony. Co jeśli autor owych zapisków ma rodziców drukarzy, którzy nie chcą mu podcinać skrzydeł, albo, co gorsza, sam jest właścicielem drukarni? Co jeśli ktoś, kto uważa się za pisarza przyjdzie z propozycją napisania biografii, spisania jego myśli? We wszystkich przypadkach książka pójdzie do druku, a my będziemy zmuszeni szukać czterolistnej koniczyny w polu pełnym chwastów.

Punkty ksero

W życiu każdego studenta dochodzi do momentu, w którym, najczęściej z braku lepszych alternatyw, jest zmuszony do skorzystania z punktu ksero. Jest to wizyta porównywalna z tą u fryzjera czy też dentysty. Po długiej przerwie, przyzwyczajeni do swoich włosów i próchnicy, niechętnie się ich pozbywamy, a każda propozycja fachowca kończy się grymasem na naszej twarzy. Nie inaczej jest w punkcie ksero. Żeby ograniczyć wydatki na podręczniki, których i tak najczęściej nawet nie staramy się sprzedać, czy to z nieuzasadnionej chwilowej ambicji, czy po prostu z lenistwa, jesteśmy zmuszeni do popełnienia bestialskiego przestępstwa. Z zasady, po usłyszeniu prośby o druk czyjejś książki, powinniśmy być wyproszeni z punktu usługowego. Na szczęście każdy musi jeść i kupować jachty, więc taka sytuacja może nastąpić jedynie w wymyślonym artykule, czy książce science-fiction. Kiedy już okaże się, że strach przed odmową wydrukowania wymaganego podręcznika był niepotrzebny, niezwykle szybko dociera do naszego mózgu uczucie satysfakcji. Znacznie powiększone gdy okazuje się, że nie mamy omamów słuchowych, a pani w punkcie ksero naprawdę wypowiada tak śmieszną kwotę. Nasuwa się pytanie, czy moralnie dobre jest okradanie autorów z należnych im pieniędzy? Ale to już nie jest rozprawka dla studenta; ten zrobi wszystko żeby zaliczyć.

Studenckie życie

Początek roku szkolnego już za pasem. Studenci mają jednak jeszcze miesiąc upragnionej wolności. Całe trzydzieści dni imprezowania i wypoczynku. Oczywiście nie wszyscy, większość z nich zmuszona jest do podjęcia pracy zarobkowej by sfinansować własne studia. Największe koszty rozwijania swojej wiedzy ponoszą osoby z małych miejscowości, którzy aby studiować na wymarzonych uczelniach muszą znaleźć własne lokum w dużym ośrodku aglomeracyjnym. A wynajem mieszkań studenckich nie jest wcale biznesem łagodnym. Często ceny są absurdalne a warunki koszmarne. Druk jaki należy podpisać by objąć jakiekolwiek lokum pełne jest kluczyków prawnych i pułapek na nieświadomego klienta. Czy drukowanie takich umów jest legalne? Oczywiście że nie, ale każdy student woli już znieść dodatkowe koszty niż spać pod mostem. Student z małej miejscowości musi liczyć się z niebagatelnym kosztem swojej edukacyjnej fanaberii. Darmowa edukacja to mit, czy też rarytas dostępny jedynie dla młodzieży z wielkich ośrodków aglomeracyjnych. Dla osoby ze wsi jest to koszt dojazdów, wynajmowania pokoju ale i również problemów zdrowotnych i dyskomfortu psychicznego związanego ze zmianą środowiska. To również stanowi kosz jaki należy ponieść by zgłębiać swoją wiedzę.

Jesienna chandra

Koniec wakacji zbliża się nieubłaganie. Natura wysyła nam coraz wyraźniejsze sygnały zapowiadające niemożliwy do powstrzymania, tak bardzo nie wyczekiwany koniec lata. Wieczory są coraz krótsze, słońce nie grzeje tak mocno i przyjemnie jak w lipcu, a cieniutkie białe nitki pajęczyn babiego lata zaczynają powoli odwieszać nasze balkony. Wszystko wskazuje na to, że za parę dni schowamy do szafy krótkie spodenki, a wyciągniemy grube swetry. Wszystko wskazuje również na to, że za niedługo podczas długich jesiennych wieczorów nie będziemy mieli co robić. Pogrążeni w jesiennej nudnej apatii, do obrzydzenia przeglądając Facebooka będziemy zastanawiać się co zrobić z nadmiarem wolnego czasu. Ratunkiem wydawać się będzie mogła książka. Każda drukarnia wychodzi wręcz z siebie, aby sprzedać czytelnikom swoje najnowsze pozycje. Drukowanie książek w dzisiejszych czasach jest bowiem trudnym biznesem. Mało kto czyta, więc i druk nie schodzi z półek. Warto więc wyposażyć się na jesień w książkę, nie tylko po to by poszerzać swoje horyzonty i wiedzę, ale również by wspomóc polski biznes. Te unikalne i naprawdę dobre książki nie kryją się bowiem w bibliotekach, ale na półkach w księgarniach i czekają by je ktoś odkrył.